Ostatnia tragedia wstrząsnęła Polakami. To straszne wydarzenie bez dwóch zdań, ale warto pamiętać, że ma ono wymiar ludzki, w którym pewnie większość z nas odczuwa współczucie dla ofiar i ich bliskich, ale jest też wymiar polityczny, który z wymiarem ludzkim się przemieszał, przez co mamy dzisiaj godne podziwu wykwity hipokryzji.
Od rana mam torsję czytając wypowiedzi dziennikarzy, którzy uprzednio pluli na pis i Kaczyńskiego ile wlezie, a teraz piszą o nim "przesympatyczny", "mąż stanu", "wielki człowiek". Niebawem doczekamy się ulic i skwerów Kaczyńskiego itp itd. Gosiewski i Wasserman są mi teraz podobno bardzo bliscy. Tak domniemuję, bo słyszę, że tak czują WSZYSCY Polacy. Ci sami Polacy, którzy jeszcze tydzień temu śmiali się serdecznie, gdy ktoś powiedział, że ratunkiem dla Polski jest solidny ładunek trotylu pod parlamentem.
Do tego opowieści dziwnej treści o "elicie intelektualnej narodu". INTELEKTUALNEJ??? Śmietanka może, ale Gosiewski i Wasserman to elita intelektualna??? Litości. No ale oni też oczywiście byli przesympatyczni.
Trudno dzisiaj domniemywać co stało się bezpośrednim powodem tej tragedii. Wszystko wskazuje na to, że był to błąd człowieka. Jeśli TEGO człowieka, który pierwszy przychodzi mi na myśl w kontekście wywierania nacisków na pilotów, to byłby to klasyczny epic fail nadający się do nagrody Darwina wieńczącej adekwatną prezydenturę. O zmarłych jednak nie powinno się źle mówić, więc daruję sobie domniemania. Tragiczny jest jednak los człowieka, o którym po śmierci opowiada się wyłącznie panegirykiem podszyte bzdury, bo o czym to świadczy? Że nie mamy o nim nic dobrego do powiedzenia? Jak nie lubiłem prezydenta, tak nie wierzę w taką opcję, bo akurat po jego śmierci zrobiło mi się smutno. Ot niewłaściwy człowiek na niewłaściwym stanowisku wmanewrowany przez los i układy. Teraz stał się bohaterem bo zginął. Jeśli wierzący mają rację co do życia pozagrobowego, to panu Kaczyńskiemu zapewne jest przykro, bo oto cały ten lament narodu, który dawno położył na nim kreskę układa się w bolesną prawdę, że jego największym osiągnięciem jako prezydenta było to, że zginął i dopiero za to naród go pokochał. Doprawdy smutne.
Kolejny przykład podwójnej moralności, to postawa ludzi prawicy, którzy miejscami już podnoszą krzyk, że osierocone funkcje będą zawłaszczane itp. Do tego wszędobylscy biskupi i brednie o "klątwie Katynia". Wszędzie to iście religijne doszukiwanie się wyroków bożych w zwykłych przypadkach. Trudno zresztą oprzeć się wrażeniu, że gdyby to spadł samolot wypełniony po brzegi lewicą, Ci sami ludzie powiedzieliby, że pan bóg wreszcie się wkurzył, wymiótł ze świata spadkobierców Stalina, albo coś w tym stylu. Tymczasem jakoś nie słychać, że zginęli w większości Ci, którzy nagminnie w polityce wzywali imienia pana boga swego na daremno.
Cała ta tragedia obnaża niestety żałosną naturę naszego narodu lub człowieka w ogóle. Wsobność, skłonność do patosu, zbiorowych lamentów, hipokryzji a do tego nieodparta mentalność gapia, który z lubością i rozdziawioną gębą czyta wszystkie newsy, bo wreszcie coś ciekawego się dzieje. Jakże mi przykro, że te postawy przyćmiły zwyczajne, ludzkie przeżywanie tragedii wielu rodzin (bo ofiarom już raczej wszystko jedno). Niech spoczywają w pokoju i oby głupota ludzka go nie zakłóciła.
Jakiś czas temu brytyjski sąd w aurze wielu niedomówień skazał Polaka na podwójne dożywocie (nomen omen ciekawy wymiar kary) za gwałt i pobicie na brytyjce. Wywołało to szereg dyskusji. Z jednej strony sypały się pochwały za bezwzględność (zwłaszcza w stosunku do - przyznajmy to - żenujących kar za podobne zbrodnie w polskim sądownictwie), z drugiej strony burzyli się obrońcy polskości. Tylko tu i ówdzie pojawiały się nieśmiałe głosy, że jednak podwójne dożywocie (zwłaszcza, że 9 żywotów mają tylko koty) to jednak trochę przegięcie, bo jednak gwałt to nie morderstwo. Dziś mamy jasną wskazówkę, że dla brytyjskich sądów gwałt to coś bez porównania gorszego od morderstwa:
W gazecie wyborczej ukazała się informacja, że pewien brytyjczyk zakochał się w polskiej recepcjonistce. Niezrażony tym, że dziewczyna tłumaczyła mu, że pozostaje w stałym związku, że sprzedała sakramentalne "bądźmy przyjaciółmi" chłopak kontynuował zaloty. Ale i czułość musi mieć kres. Kiedy dotarło do niego, że nic z tego nie będzie, zakupił młot kamieniarski, zaprosił przyjaciółkę do pokoju na film i wyżej wspomnianym młotem wbijał jej swą miłość do głowy. Następnie sam oddał się w ręce policji. Sędzia podczas odczytywania wyroku był niezwykle surowy. "Zaatakowałeś ją młotem, złapałeś ją za szyję i zacząłeś dusić. Musiała być przerażona i myśleć, że chcesz ją zabić. Teraz będzie żyła w strachu do końca swoich dni" -powiedział. I przywalił brytyjskiemu bandycie... 5 lat.
I teraz wypada zadać dwa pytania:
- czy okolicznością łagodzącą o drugie dożywocie i większość pierwszego życia jest to, że wprawdzie prawie zabił, ale przecież nie zgwałcił?
- czy wyrok byłby inny, gdyby recepcjonistka była brytyjką a bandyta polakiem?
Pozwolę sobie nie sugerować odpowiedzi.
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
A ja się pytam skąd wiedzieli? No skąd??? To Ameryka zorganizowała zamach!