Sobota, 28 stycznia 2012

Pardon

Poppolityka. Prawdy, emocje i pogłoski

Profil użytkownika:

szentong
szentong
Ilość odwiedzin: 6274

Ulubione blogi:

RSS

Blog użytkownika

Czwartek [20.01.2011, 8:23]
http://www.youtube.com/watch?v=Xc0bpO29yfw&feature=player_embedded
A ja się pytam skąd wiedzieli? No skąd??? To Ameryka zorganizowała zamach!
14 komentarzy

Poniedziałek [30.08.2010, 9:31]
Szanowna redakcjo, ze zgrozą przeczytałem artykuł Pawła Rybickiego o  Sakineh Mohammadi Asztiani i interwencji Carli Bruni w jej sprawie. Jak długo będziecie tolerować w swoich szeregach trolla, który nawet nie potrafi sprawdzić informacji, które podaje do wiadomości opinii publicznej? Nie jest żadną tajemnicą, że zarzut zabójstwa męża został dodany przez władze Iranu po międzynarodowej interwencji. Szeroko było to opisywane w mainstreamowej prasie. Fakt, że pan Rybicki tego nie uwzględnił świadczy albo o jego nieodpowiedzialności za słowo pisane, albo o tym... że nawet nie czyta prasy. Oba go dyskwalifikują. W przeciętnych, nic nie znaczących sprawach, o których zazwyczaj piszecie nie ma to znaczenia. Dziwi natomiast dopuszczanie go do tematów, które dotykają ludzkiego życia. Można nawet wybaczyć, gdy z dyletanckim rozmachem rodem z "naszego dziennika" rozpisywał się o "zamachu" na prezydenta. Gorzej jeśli ramię w ramię z irańskimi fanatykami forsuje tezy, o których dawno wiadomo, że zostały sfabrykowane. Bardzo proszę o informację, czy tolerowanie tego trolla jest wynikiem niedopatrzenia, czy stanowi oficjalne stanowisko redakcji pardon.pl
47 komentarzy

Poniedziałek [16.08.2010, 11:03]
Co ciekawego działo się ostatnimi czasy? Staruszki koczowały pod krzyżem. Część opozycji zagrzewała je do walki. Druga część pomstowała na jawne bezprawie.  Tymczasem rząd niemal bezgłośnie podniósł VAT ciesząc się z nieprawdopodobnego prezentu jaki zafundowała mu walcząca pod krzyżem opozycja. Zachęcony vatowym sukcesem Donek postanowił więc pójść za ciosem i szykuje nam zmiany w ustawie o emeryturach kapitałowych. Oto na czym mają polegać te zmiany:
- osoby przechodzące na emerytury mają "zyskać możliwość" wybrania oszczędności z OFE i przeznaczenia ich na dowolny cel
- do ZUS trafiałoby 16,5% miesięcznej pensji a do OFE 3% 
- niedawno pani Fedak przedstawiła propozycję, by w ogóle wstrzymać przekazywanie pieniędzy z ZUS do OFE
Nie brzmi wcale tak groźnie, prawda? Ale co na to eksperci?
- Prof. Marek Góra twierdzi ze zniszczy to reformę emerytalną i spowoduje nizsze emerytury za 20-30 lat.
- Komisja Nadzoru Finansowego sugeruje ze propozycje rządu są "podporzadkowane krótkotrwałym, bieżacym celom politycznym"
- NBP odnotowało, iż posunięcia rządu przyczynia się do utraty zaufania obywateli do systemu emerytalnego
- Jerzy Mordasewicz z PKPP Lewiatan, Michał Boni a także NBP uwzają ponadto, że takie zmiany spowodując odejście części płatników do "szarej strefy"
- Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową jest przekonany, że jest to "próba wyrwania z OFE pieniędzy za wszelka cene"
- Wg eksperta Business Centre Club Wojciecha Nagela nowe pomysły rządu moga spowodować, że nasze emerytury będa nawet 3-krotnie niższe. 
Na usta ciśnie się analogia do posunięcia komunistow, którzy buchnęli pieniądze ze składek obywateli, a nam kazali finansować emerytury rodziców. Nie mozna zatem powiedzieć, ze sytuacja nie ma precedensu. Ma, ale taki, który powinien byc nauką nie zachętą. Parafrazując Kaczyńskiego o to w normalnym demokratycznym państwie rozbiłby się każdy rząd. Ale nasz woli schować się za bandą staruszek spod krzyza słusznie licząc, ze opozycja wypnie się na taki detal jak nasza przyszłość, skoro można się tłuca za idee. 

15 komentarzy

Środa [14.07.2010, 15:00]
Mój poprzedni GD wypadałoby zaktualizować, gdyż doszły nowe informacje. Odczytano bowiem kolejny zapis z rozmów w kokpicie tupolewa, który wcześniej figurował jako nieczytelny. Arkadiusz Protasiuk mówi "Jak nie wylądujemy to mnie zabiją". 
Ale to oczywiście nic nie zmienia. Bo to przecież był zamach i skutek zbrodniczej działalności rządu Tuska (nie rządu Kaczyńskiego, który równiez nie kupił samolotów i nie Szczygły, który zablokował przetarg). 
Szczególne pozdrowienia dla łowcy sensacji - Rybickiego. Życzę miłego odurzenia. 
25 komentarzy

Środa [ 2.06.2010, 10:32]
"Nie ma decyzji prezydenta co robić dalej" - rzekł dyrektor Kazana o 10.30 10 kwietnia 2010. Jakiś czas potem ktoś krzyknął "kurwaaaa" a nie "Jezu" i wszystko zamilkło. 
Po odsłuchaniu stenogramów rozmów prezes pis mówi reporterowi radia RMF FM: "ciągle jest pytanie dlaczego podjęto decyzję o lądowaniu, mimo że informacje o pogodzie były takie, że nie należało takiej decyzji podejmować". 
Nikt nie chce odpowiadać, więc odpowiem: BO O 10.30 KTOŚ CZEKAŁ NA DECYZJĘ PREZYDENTA, co pozwala wnioskować, że prędzej czy później prezydent ją podjął. Niezidentyfikowani rozmówcy mówili dużo... lecz niezrozumiale. Szkoda, bo zapewne powiedzieli by nam więcej niż sami chcieli... Niemniej i bez ich głosów dużo wiemy dzięki dyrektorowi Kazanie. Można naturalnie domniemywać, iż czekano na decyzję prezydenta czy podać małpkę czy dwie małpki, ale to już zostawiam osądowi czytelnika. 

  
29 komentarzy

Poniedziałek [10.05.2010, 10:18]
Ci, którzy staliście tam gdzie stało zomo, nie-prawdziwi Polacy, łże elity i układzie! Wzywam Was, głosujcie na Kaczora jeśli Wam miła ojczyzna.
Powiecie, że postradałem rozum? Że zaczynam myśleć PiSiorkiem? Otóż nie. Staram się z faktów wyciągać prawidłowe wnioski.
Zacznijmy zatem od faktów.

FAKTY
1) Jakkolwiek prezydent nie zginął sam, to jego właśnie Polacy pośmiertnie ukochali. Polak ma serce gorące, więc kiedy kocha, to krzywdy zapomina. No i zapomniał o podsłuchach, prowokacjach, wrabianiu polityków opozycji, o koalicji ziemniaczano-buraczanej, czyli o tym, jak wyglądała IVRP. Dowodem na to sondaże, w których z dnia na dzień pisiorki idą w górę (proszę nie mylić ze wzwodem).
2) Prezydentura w Polsce niewiele znaczy. Można dobrze wyglądać, źle wyglądać, albo centralnie narobić obory (np dzwoniąc z międzynarodowych spotkań na konsultacje do brata, nie podając ręki oficjelom, bijąc się nomen omen o samolot itp), można wetować, przeszkadzać gdzie się da i jak się da, ale to tyle. Za to mając w mając w ręku cały rząd, można zrobić z kraju jesień średniowiecza, co Jarkowi Kaczyńskiemu poprzednio udało się w rok.

WNIOSKI:
1) Jeśli Jarosław Kaczyński zostanie prezydentem, to bez wątpienia będzie robił wszystko, co wyżej wspomniano. Będzie robił nam obciach, będzie przeszkadzał, wetował, skłócał i mieszał ile wlezie, bo taka jego jest natura. Ale nic więcej nie zrobi i to jest najważniejsze. Jeśli Jarosław Kaczyński zostanie prezydentem, narobi takiego bydła i takiego zamieszania, że Polacy przypomną sobie IV RP i jej uroki, przypomną sobie panowanie Lecha "spieprzaj dziadu" Kaczyńskiego i poślą w wyborach parlamentarnych PiS do pisuaru.
2) Jeśli Jarosław Kaczyński nie zostanie prezydentem, Polacy z ostrym urazem pamięci nadal będą pielgrzymować na Wawel oraz celebrować kolejne miesięcznice śmierci jego brata. W swej lubości do teorii spiskowych rychło uwierzą, że to Tusk wraz z Putinem strzelali do samolotu z ultradźwiękowych działek, wywoływali sztuczną mgłę lub wynajęli masonów by Ci podnieśli pułap ziemi. Na pewno w każdym razie nie zrozumieją faktu, że do prezydenta należała decyzja czy lądować, a jakie w tej mierze były prezydent podejmował, przekonaliśmy się w Gruzji.

Reasumując, jeżeli nie zagłosujecie na Jarosława Kaczyńskiego, jeżeli nie oddacie mu pozornej władzy prezydenckiej i nie pozwolicie, aby kontynuował dzieło swego brata czyniące z Polski pośmiewisko, to w wyborach parlamentarnych powróci IV RP z taką siłą, że w pięty nam to pójdzie. I tym razem Jarosław nie odda władzy po roku.
Z drugiej strony zrozumiem obawy, ze uschnie Wam ręka stawiająca krzyżyk pod nazwiskiem Kaczyński. Moja pewnie też by uschła i nie zaryzykuję. Rozum mówi, że tak trzeba, a serce się sprzeciwia. Słuchać rozumu czy serca?


29 komentarzy

Środa [14.04.2010, 10:57]
Niebawem zwłoki prezydenta, który za życia nie miał szans na reelekcję a także stanowił dosyć powszechny obiekt drwin, spoczną w katedrze na Wawelu wśród szczątków królów i bohaterów narodowych. Wawelscy przewodnicy spytani, czym wsławił się ten bohater odpowiadać będą, że zginął w katastrofie lotniczej. Fakt, że o zmarłych się nie mówi i zwykły ludzki aspekt tej tragedii tłumaczą wprawdzie powszechną sympatię, którą po śmierci zyskał prezydent, ale bynajmniej nie tłumaczą zbiorowej histerii, której ukoronowaniem stanie się jego pochówek na Wawelu. Próżno tu także szukać wyjaśnienia dla kuriozalnej psychologii tłumu, która konsekwentnie prowadzi ducha Lecha Kaczyńskiego from zero to hero przypisując mu listę cnót, których przed śmiercią nikt o zdrowych zmysłach temu prezydentowi by nie przypisał. Ostatnio np dziennikarz TVN w kontekście faktu, iż Lech Kaczyński chciał się lansować w kampanii pieśnią o małym rycerzu rzekł, że pan prezydent cechował się ogromnym dystansem do siebie oraz poczuciem humoru. Tak proszę państwa. To o najbardziej obrażalskim z prezydentów powojennej Polski, który obrażał się średnio raz na tydzień, za którego kadencji wciąż wypływały procesy o obrazę prezydenta. Prezydent, który publicznie się boczył na żula. Do tego media wciąż wspominają o zasługach, lecz ich nie wymieniają, co jest akurat zrozumiałe. Umówmy się, że był dobrym mężem i ojcem i na tym poprzestańmy.

Jak zatem wytłumaczyć tę odporność Polaków na fakty o zmarłym prezydencie? Jak wytłumaczyć tę nagłą miłość ponad wszelką miarę? Zajrzyjmy do odległej, mitycznej wręcz historii.

Żył kiedyś człowiek uważający się za zbawiciela, który podobnie jak prezydent zginął bezsensowną oraz nikomu niepotrzebną śmiercią. Człowiek ten przepadłby pewnie w tłumie podobnych mu mesjaszów, gdyby nie stracił życia na skutek błędu pozbawionych perspektywicznego myślenia kapłanów. Śmierć doprowadziła go do apoteozy, a miejsce jej bezsensowności zajęła abstrakcyjna koncepcja odkupienia. Stało się tak, ponieważ śmierć ta miała poważne odniesienie do mitów związanych z pierwotnym przeżyciem religijnym, które wg Rudolfa Otto jest źródłem religii i kultu. Znajdziemy tu między innymi związane z narzędziem kaźni mity axis mundi i drzewa kosmicznego oraz pierwotny mit ofiary. Bez tego święty byłby tylko szaleńcem. Jeśli jednak szaleniec lub nawet zwykły człowiek wkroczy w mit, staje się podobny bogom. Jego cechy stają się coraz bardziej jednoznaczne, wady odchodzą w niepamięć i samo mówienie o nich zachodzi na sferę profanum, ponieważ przedmiot mitu przestaje być człowiekiem, a staje się istotą sakralną.

Dzisiaj jesteśmy świadkami bardzo podobnej sytuacji. Każdy, kto się ośmieli wyrazić krytycznie o zmarłym prezydencie staje się obiektem szantażu moralnego. Przekonał się o tym dziennikarz Polityki Szostkiewicz, którego znany i lubiany frondysta Terlikowski nazwał na antenie TVN człowiekiem bez serca, gdy ten ośmielił się zanegować sens chowania co najmniej przeciętnego prezydenta na Wawelu. Szostkiewicz bowiem zbrukał to, co już stało się sacrum.

Śmierć prezydenta Kaczyńskiego podobnie jak śmierć rzeczonego proroka sprawiła bowiem, że wkroczył on w mit ofiary, która zdolna jest przenieść tłum z rzeczywistego czasu w opisywany przez Eliadego i Campbella czas sakralny.

Można by rzecz, że pan prezydent zginął głupią i niepotrzebną śmiercią, której najbardziej prawdopodobnym powodem był pośpiech i brawura (niewykluczone, że przez samego prezydenta zainspirowane, bo miał już na sumieniu podobny epizod wywierania nacisku na pilota). O wyjątkowości tej ofiary nie stanowią jednak fakty, lecz kontekst symboliczny, odnoszący się do skojarzeń. Kontekst zaś jest imponujący: oto mamy samolot pełen mężów stanu (z wyjątkiem posłów lewicy, których dotknął gniew boży) powielających ofiarę zabitych w Katyniu oficerów. Giną na służbie kraju, aby przypomnieć nam wagę historii. Giną, aby swa śmiercią przywołać Rosję do porządku i pojednać zwaśnione narody. Sceptyk powie zapewne, że nie ma żadnych związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy symboliką Katania a katastrofą samolotu; że ofiary nie zamierzały umierać za jakąkolwiek sprawę, a zabił je ślepy los. Porządek mityczny inaczej jednak definiuje związki przyczynowo skutkowe. Nie szuka ich pomiędzy faktami, ale pomiędzy skojarzeniami. Skojarzenia są zaś jednoznaczne nawet dla racjonalisty, zwłaszcza, że giną w przeważającej mierze ludzie, którzy z Katania uczynili instrument wywierania presji na Rosję. To już za dużo na polską, romantyczną wyobraźnię. Trudno bowiem spodziewać się podobnej reakcji społeczeństwa, gdyby zginął prezydent Kwaśniewski wraz ze swą lewicową świtą. Wtedy mielibyśmy do czynienia z innym pierwotnym mitem mitem bożego gniewu.

Dziś warto śledzić prawicowe media, wyłapywać teorie spiskowe o zamachu projektowanym na najwyższym szczeblu, albo pozornie bardziej wyważone teorie o symbolicznej śmierci w mainstreamowych mediach. Faktów tam nie znajdziemy, ale każdy zainteresowany historią religii, kulturoznawstwem czy filozofią boga znajdzie tam procesy żywcem wyjęte z prac Le Bona, bo oto jesteśmy światkami narodzin kultu jednostki w oparciu o mit.

Do czego to nas zaprowadzi czas pokaże. Być może kuriozalność i bezprecedensowa megalomania koncepcji wawelskiego pochówku sprawi, że Polacy się ockną, lecz równie dobrze możemy doczekać prezydenta Jarosława Kaczyńskiego, dla którego pochówek brata na Wawelu może być początkiem kampanii wyborczej. Planowanym czy nie, nie rozstrzygajmy, bo ciężki byłby to zarzut. Jednak jego przyszła decyzja pokaże nam jak jest naprawdę. Nie ma niestety żadnej gwarancji, że Polacy - którzy jak żaden inny naród kierują się tym co wg nich wypady zamiast kierować się rozsądkiem nie stwierdzą, że powierzenie prezydenckiego stanowiska prezydenckiemu bratu jest w bardzo dobrym tonie, albo stanowi świetną kontynuację mitu ofiary w postaci mitu zmartwychwstania.

Ktoś może rzec, że powyższe porównania są mocno na wyrost, lecz przypominam, że nie o skalę tu chodzi, ale o mechanizm, w oparciu o który zbiorowa wyobraźnia na naszych oczach układa się w niebezpiecznie spójną całość.
16 komentarzy

Poniedziałek [12.04.2010, 12:54]

Ostatnia tragedia wstrząsnęła Polakami. To straszne wydarzenie bez dwóch zdań, ale warto pamiętać, że ma ono wymiar ludzki, w którym pewnie większość z nas odczuwa współczucie dla ofiar i ich bliskich, ale jest też wymiar polityczny, który z wymiarem ludzkim się przemieszał, przez co mamy dzisiaj godne podziwu wykwity hipokryzji. 
Od rana mam torsję czytając wypowiedzi dziennikarzy, którzy uprzednio pluli na pis i Kaczyńskiego ile wlezie, a teraz piszą o nim "przesympatyczny", "mąż stanu", "wielki człowiek". Niebawem doczekamy się ulic i skwerów Kaczyńskiego itp itd. Gosiewski i Wasserman są mi teraz podobno bardzo bliscy. Tak domniemuję, bo słyszę, że tak czują WSZYSCY Polacy. Ci sami Polacy, którzy jeszcze tydzień temu śmiali się serdecznie, gdy ktoś powiedział, że ratunkiem dla Polski jest solidny ładunek trotylu pod parlamentem. 
Do tego opowieści dziwnej treści o "elicie intelektualnej narodu". INTELEKTUALNEJ??? Śmietanka może, ale Gosiewski i Wasserman to elita intelektualna??? Litości. No ale oni też oczywiście byli przesympatyczni. 
Trudno dzisiaj domniemywać co stało się bezpośrednim powodem tej tragedii. Wszystko wskazuje na to, że był to błąd człowieka. Jeśli TEGO człowieka, który pierwszy przychodzi mi na myśl w kontekście wywierania nacisków na pilotów, to byłby to klasyczny epic fail nadający się do nagrody Darwina wieńczącej adekwatną prezydenturę. O zmarłych jednak nie powinno się źle mówić, więc daruję sobie domniemania. Tragiczny jest jednak los człowieka, o którym po śmierci opowiada się wyłącznie panegirykiem podszyte bzdury, bo o czym to świadczy? Że nie mamy o nim nic dobrego do powiedzenia? Jak nie lubiłem prezydenta, tak nie wierzę w taką opcję, bo akurat po jego śmierci zrobiło mi się smutno. Ot niewłaściwy człowiek na niewłaściwym stanowisku wmanewrowany przez los i układy. Teraz stał się bohaterem bo zginął. Jeśli wierzący mają rację co do życia pozagrobowego, to panu Kaczyńskiemu zapewne jest przykro, bo oto cały ten lament narodu, który dawno położył na nim kreskę układa się w bolesną prawdę, że jego największym osiągnięciem jako prezydenta było to, że zginął i dopiero za to naród go pokochał. Doprawdy smutne. 
Kolejny przykład podwójnej moralności, to postawa ludzi prawicy, którzy miejscami już podnoszą krzyk, że osierocone funkcje będą zawłaszczane itp. Do tego wszędobylscy biskupi i brednie o "klątwie Katynia". Wszędzie to iście religijne doszukiwanie się wyroków bożych w zwykłych przypadkach. Trudno zresztą oprzeć się wrażeniu, że gdyby to spadł samolot wypełniony po brzegi lewicą, Ci sami ludzie powiedzieliby, że pan bóg wreszcie się wkurzył, wymiótł ze świata spadkobierców Stalina, albo coś w tym stylu. Tymczasem jakoś nie słychać, że zginęli w większości Ci, którzy nagminnie w polityce wzywali imienia pana boga swego na daremno. 
Cała ta tragedia obnaża niestety żałosną naturę naszego narodu lub człowieka w ogóle. Wsobność, skłonność do patosu, zbiorowych lamentów, hipokryzji a do tego nieodparta mentalność gapia, który z lubością i rozdziawioną gębą czyta wszystkie newsy, bo wreszcie coś ciekawego się dzieje. Jakże mi przykro, że te postawy przyćmiły zwyczajne, ludzkie przeżywanie tragedii wielu rodzin (bo ofiarom już raczej wszystko jedno). Niech spoczywają w pokoju i oby głupota ludzka go nie zakłóciła. 

17 komentarzy

Poniedziałek [11.05.2009, 11:32]
Niby mała rzecz zdawałoby się, ale jak świadczy o kondycji mediów, jeśli pojawia się w jednym z wiodących portali? Wg jakiego klucza dobiera się dziennikarzy? Jaka jest ich wiedza o świecie?
Proszę spojrzeć na tekst w Gazecie Wyborczej: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,6593163,Mojkowski__Papiez_stapa_po_polu_minowym.html
Czytamy:
- "Jacek Mojkowski komentował w TOK FM pielgrzymkę papieża Benedykta XII na Bliskim Wschodzie."
- "Benedyktowi XII brakuje finezji "
- "Bendeykt XII ma znacznie trudniejsza sytuację "
- "Dzisiaj Benedykt XII wylądował w Izraelu"
i pod zdjęciem: "
"Benedykt XII witany na lotnisku w Tel Avivie"
Czy tyle razy można powtórzyć literówkę? Czy może dziennikarz nie wie jaki numerek ma obecny papież? Dobrze, że się nie podpisał...

8 komentarzy

Środa [15.04.2009, 13:22]

Jakiś czas temu brytyjski sąd w aurze wielu niedomówień skazał Polaka na podwójne dożywocie (nomen omen ciekawy wymiar kary) za gwałt i pobicie na brytyjce. Wywołało to szereg dyskusji. Z jednej strony sypały się pochwały za bezwzględność (zwłaszcza w stosunku do - przyznajmy to - żenujących kar za podobne zbrodnie w polskim sądownictwie), z drugiej strony burzyli się obrońcy polskości. Tylko tu i ówdzie pojawiały się nieśmiałe głosy, że jednak podwójne dożywocie (zwłaszcza, że 9 żywotów mają tylko koty)  to jednak trochę przegięcie, bo jednak gwałt to nie morderstwo. Dziś mamy jasną wskazówkę, że dla brytyjskich sądów gwałt to coś bez porównania gorszego od morderstwa:
W gazecie wyborczej ukazała się informacja, że pewien brytyjczyk zakochał się w polskiej recepcjonistce. Niezrażony tym, że dziewczyna tłumaczyła mu, że pozostaje w stałym związku, że sprzedała sakramentalne "bądźmy przyjaciółmi" chłopak kontynuował zaloty. Ale i czułość musi mieć kres. Kiedy dotarło do niego, że nic z tego nie będzie, zakupił młot kamieniarski, zaprosił przyjaciółkę do pokoju na film i wyżej wspomnianym młotem wbijał jej swą miłość do głowy. Następnie sam oddał się w ręce policji. Sędzia podczas odczytywania wyroku był niezwykle surowy. "Zaatakowałeś ją młotem, złapałeś ją za szyję i zacząłeś dusić. Musiała być przerażona i myśleć, że chcesz ją zabić. Teraz będzie żyła w strachu do końca swoich dni" -powiedział. I przywalił brytyjskiemu bandycie... 5 lat. 
I teraz wypada zadać dwa pytania:
- czy okolicznością łagodzącą o drugie dożywocie i większość pierwszego życia jest to, że wprawdzie prawie zabił, ale przecież nie zgwałcił?
- czy wyrok byłby inny, gdyby recepcjonistka była brytyjką a bandyta polakiem?
Pozwolę sobie nie sugerować  odpowiedzi.

4 komentarze
« Następne Oglądasz 1–10 z 23

Ostatnie komentarze

© Pardon 2006-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie tagi | Kontakt | Reklama
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. | FAQ

używane auta, nieruchomości ogłoszenia, RTV - telewizory, kamery wideo, AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe, notebooki, laptopy, biustonosze, perfumy, buty damskie, bielizna damska